<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="W obronie słuszności">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="6">
<date="1951-06-03">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
"Radomianka" pisze: "Pięć lat temu opuściłam swego męża. W rok potem uzyskałam rozwód. Dziecko, jednoroczny synek, zostało przy mnie. ojciec miał pokrywać połowę kosztów jego wychowania. Tak też było. Ojciec, od czasu do czasu odwiedzał dziecko w moim domu. Teraz, w miarę jak nam mały rośnie, zrozumiałam swój błąd. Wiem. że nie powinnam była po trzech i pół latach wspólnego życia, mając do tego dziecko, opuszczać męża, bo nie jest on złym człowiekiem. Żałuję swego kroku, chciałabym wrócić do męża, nosić jego nazwisko. Gdy dałam mu to do zrozumienia — przestał odwiedzać dziecko, ograniczając się do wysyłania pieniędzy i podarków. Powodem tego jest kobieta, która od dwóch lat mieszka z nim i teraz chce go obdarzyć nieślubnym dzieckiem. Jest ona intruzem, który łamie nasze wspólne szczęście. Ja jestem młoda (mam 31 lat ) jestem matką jego dziecka i to dziecka ślubnego: kocham mego męża i pragnę szczęścia naszego dziecka. Tamta powinna to zrozumieć i odejść od niego. Jest młoda i dość przystojna, może pracować i wyjść za mąż za kogoś innego. A jeśli trochę pocierpi, to z własnej winy, gdyż nie powinna zajmować się człowiekiem mającym obowiązki, któremu zresztą wyraźnie na niej nie zależy, gdyż nie bierze z nią ślubu". Nie można bezkarnie, lekkomyślnie postępować. Pięć lat temu opuściła Pani męża. Nie zastanawiała się Pani wtedy nad tym i teraz także Pani o tym nie myśli, ile bólu i cierpień musiał przeżyć ten człowiek z Pani powodu. Teraz rozmyśliła się Pani — ale jest już za późno na powrót do dawnego życia, którym Pani wzgardziła.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
